Urszula Bezwińska Tabor

Uwaga premiera! „Instrukcja obsługi teściowej” wstęp

żart literacki, albo i nie żart -opowieść dedykowana wszystkim teściowym tego świata.

Gdyby się tak bardzo, bardzo uprzeć, to można zaryzykować twierdzenie, że przytoczone na tych kartach fakty dotyczące MAM, MAMUŚ, MATECZEK i MAMUSIEK, są skrajnie, czasami wręcz patologicznie złośliwe. To jest nie prawda. MAMUSIA która stała się teściową kocha swoje dorosłe dziecko i już! Niestety, nie da się tego ukryć, że ta miłość bywa delikatnie mówiąc trudna .

Oczywistym faktem jest, że w stosunkach pomiędzy dorosłymi dziećmi a ich rodzicami, między „młodymi” a „starymi”, z reguły cierpiącymi katusze z powodu dręczącego ich tak zwanego „syndromu opuszczonego gniazda”, czystość intencji w postępowaniu rozumie się sama przez się. Te, w gruncie rzeczy kochane przecież „sarkofagi”, robią swoim dzieciom różne dziwne rzeczy, ale najczęściej bezdyskusyjnym jest, że kochają te swoje dorosłe dzieci całym sercem.

Tylko czasami niestety, szczęście tylko że czasami, zdarza się, że to właśnie po stronie intencji leży przyczyna wiecznych, niekończących się konfliktów: drobnych, średnich i tych całkiem poważnych. Jeśli intencje nie należą do zbyt czystych i zbyt przejrzystych to wtedy…

Jak się objawia ta nieczystość intencji”. Oj, łatwo ją rozpoznać. Bardzo łatwo! Życzenia szczęścia na nowej drodze życia taka mamusia sformułuje mniej więcej tak: pamiętaj SYNUNIU, że zawsze masz gdzie wrócić (wersja łagodniejsza), albo: na kolanach i z płaczem do mnie wrócisz (wersja mniej łagodna).

Uwaga! W tym ostatnim przypadku wszelkie próby pokojowego ułożenia poprawnych relacji z teściową, skazane są na porażkę i wcale nie wiem czy niestety. Możliwe że na szczęście. I co wtedy: No cóż… Możliwe że najlepszym rozwiązaniem będzie:

„Zamienię teściową na psa. Może być wściekły”.

A jeśli się to, co raczej jest bardzo prawdopodobne? Co wtedy? Wtedy cała nadzieja w tym, że dotknięci plagą egipską w postaci takiej „MAMUŚKI” będą mieli na tyle rozwinięte poczucie humoru, że pozwoli im ono przetrwać najcięższe chwile. Jeśli natomiast mimo wysiłków współżycie z TEŚCIOWĄ nadal będzie udręką, najlepsza będzie… strefa buforowa. Według mnie tak co najmniej 500 km. Nie mniej. Tylko wtedy  jest szansa przetrwać naloty, kontrole, inwigilacje i niezapowiedziane wizyty. Dzieląca z mamusią odległość sprawi bowiem, że wspólne przebywanie pod jednym dachem nie będzie zbyt częste i… będzie można je jakoś przetrzymać. W przeciwnym razie wróżę kłopoty i to poważne!

Jakie zagrożenia, jeśli takiej strefy nie uda się zrealizować? Jak sobie radzić z nadopiekuńczą MAMUSIĄ czterdziestoletniego faceta?

Najlepiej by było taką MAMUSIĘ jakoś uczłowieczyć. Jak? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy to w ogóle jest wykonalne! Mogę tylko uprzedzić o możliwościach, a ponieważ być uprzedzonym znaczy wiedzieć, a wiedzieć znaczy mniej więcej umieć sobie radzić, pozostaje mi życzyć, zeby opisane historyjki dodały otuchu wszystkim, którzy tej otuchy będą potrzebować.

Zawsze można dać takie oto ogłoszonko:

„Zgubiono teściową, znalazcę czekają niesamowite wrażenia”.

Może ktoś się znajdzie?

ciąg dalszy nastąpi…

 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *